...ciepło. Dla mnie to wiąże się z możliwością korzystania z balkonu. Uwielbiam takie dni, jak dziś. Leniwy niedzielny poranek. Nikt nigdzie się nie śpieszy. Wyjątkowo wszyscy jesteśmy w domu. Zwykle T. jest na rybach, a dzisiaj chyba postanowił się wyspać.
Do kościoła idziemy dopiero na 12, bo jest to msza dla "pierwszokomunistow", a ja mam takich w domu aż dwoje:)
W zeszłym roku o tej porze mój balkonik był już porządnie zasadzony. Teraz niestety nie miałam do tego głowy, a wczoraj po telefonie Mamy, że Tato źle się czuje również zabrakło mi chęci i zapału, choć plany były.
Ostatnimi czasy jakoś nie mogę ogarnąć się sama ze sobą, jakoś tak coś mnie przytłacza i zwyczajne ciężko mi i po prostu źle. Wczoraj dla poprawy nastroju kupiłam sobie nowy kubek. To już się powoli staje tradycją że kupuję sobie kubki na lepszy nastrój...
Udało mi się wczoraj zmusić do czegoś co miałam na sobotę zaplanowane, a mianowicie przebranie szafy. 3 reklamówy powędrowały do kontenera na odzież, aż poczułam się lżejsza, jakbym nie szafę odchudziła, a siebie...
Już jakiś czas temu zauważyłam, że jak mam bajzel w głowie, to i w szafie syf. I odwrotnie.
Została jeszcze szafa dzieci, też nieźle zawalona szmatami, choć tam staram się w miarę regularnie wszystko przebierać i co za małe przekazuję dalej - do niedawna do Domu Samotnej Matki, a od jakiegoś czasu do znajomych teściów, gdzie też jest dziewczynka i chłopaczek.
PS. Strasznie się zaczyna chmurzyć. Niepotrzebnie pochwaliłam dzień przed zachodem słońca...



